Cud drugi - rycerze z czarnymi krzyżami

Opublikowano w 28 lipca 2026 09:43

W 1230 roku Herman von Balk na czele 9 rycerzy-zakonników i kilkudziesięciu knechtów Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego – jak brzmiała pełna nazwa organizacji znanej u nas jako Krzyżacy – przekroczył Wisłę i rozpoczął chrystianizację pogańskich Prusów zamieszkujących dzisiejszą Warmię i Mazury, odpowiadając na prośbę księcia Konrada Mazowieckiego, nękanego najazdami pogańskich Prusów. Krzyżacy zapewnili sobie opiekę cesarza niemieckiego i błogosławieństwo papieża, przy okazji fałszując dokumenty, jak podają niektórzy historycy. Zaproszenie to okazało się deską ratunku dla rycerzy zakonników wypędzonych z Węgier przez króla Andrzeja, który szybko poznał zamiary zbrojnych mnichów.

W pół wieku później Prusowie nie stanowili już zagrożenia dla książąt mazowieckich. Na ich ziemiach powstało chrześcijańskie państwo zakonne, gotowe na chrystianizację sąsiedniej, pogańskiej Litwy – chrystianizację w iście niemieckim porządku, przećwiczoną na Prusach, po których nawet ślad zaginął. Pozycję swoją na podbitych terenach gruntowali budową zamków i warownych miast. Wystarczy spojrzeć na mapę zamków polskich, by zobaczyć, że największe zagęszczenie warowni jest właśnie na Warmii i Mazurach, dawnych siedzibach Krzyżaków.

Gdy na początku XIV stulecia Władysław Łokietek zaczął sklejać księstwa polskie w jedno państwo, głównymi przeciwnikami byli Niemcy. Na północy – Krzyżacy, którzy w 1308 roku zabrali Gdańsk i całe Pomorze. Od południa zagrożenie stanowiło Królestwo Czech pod panowaniem niemieckiej dynastii Luksemburgów, następców Przemyślidów, rosnących w pretensje do Śląska, jak również do korony polskiej (wszak król czeski Wacław II był legalnym, koronowanym w Gnieźnie w 1300 roku królem Polski). Na zachodzie – Brandenburgia, której Nowa Marchia wbijała się klinem między Wielkopolskę a księstwa Pomorza Zachodniego. W Krakowie buntowali się niemieccy mieszczanie z wójtem Albertem i biskupem Muskatą.

W wielu miastach odradzającego się państwa polskiego, szczególnie na zachodnim pograniczu, większość stanowili Niemcy. W Krakowie, Wieliczce, Bochni, Tarnowie, Nowym Sączu, a nawet w Poznaniu patrycjat był w zdecydowanej większości niemiecki. Nic przeto dziwnego, że zniemczeni Piastowie śląscy, panujący nad niemieckimi mieszczanami, składali hołdy lenne królowi Czech. Wielki król, aczkolwiek „mąż nikczemnego wzrostu”, uchronił państwo przed niemieckim naporem i przekazał następcy utrwalone aktem koronacji w 1320 roku Królestwo Polskie.

Kazimierz Wielki, mając w perspektywie przejęcie Rusi Halicko-Włodzimierskiej w spadku po wywodzącym się z Piastów mazowieckich Bolesławie Trojdenowicu, był zmuszony do zawarcia pokoju z Krzyżakami (Kalisz, 1343 rok), rezygnując z Pomorza. Król Czech Jan Luksemburczyk, dziedziczący po Przemyślidach prawo do korony polskiej, zrzekł się praw do polskiego tronu, natomiast Kazimierz zrezygnował na jego rzecz z praw do Śląska. I tak to prastary, piastowski Śląsk na ponad 600 lat stał się częścią państwa czeskiego, austriackiego, wreszcie pruskiego.

Przyłączenie Rusi Halicko-Włodzimierskiej, po którą ręce wyciągała Litwa, Węgrzy i Tatarzy, było celem realnym. Wynagradzało straty ponoszone na zachodniej granicy, zabezpieczając wielką drogę handlową ku brzegom Morza Czarnego, która stanowiła dźwignię dla rozwoju gospodarczego Polski.

Otwarty konflikt z niemczyzną w ówczesnej sytuacji mógł się zakończyć tragicznie. Krzyżacy już zbudowali potężne państwo militarne, a ciągle korzystali z opieki papieży, cesarzy niemieckich i rycerzy z zachodniej Europy, którzy „chrystianizując” Litwinów i Żmudzinów jako krzyżowcy, liczyli na zbawienie wieczne (pamiętajmy, że mówimy o XIII, XIV i XV wieku). Królestwo Czeskie pod panowaniem dynastii Luksemburskiej, roszczącej sobie prawo nie tylko do Śląska i Mazowsza, ale i do tronu polskiego, przeżywało swój złoty wiek.

Ostatni Piastowie doskonale rozumieli polską rację stanu i to była wytyczna ich dyplomacji – mierzyli zamiar podług sił, a nie odwrotnie. Powstanie potężnego państwa zakonnego w przeciągu półwiecza zapewne graniczy z cudem. Wrogość żywiołu niemieckiego do dynastii piastowskiej na Śląsku i w wielu polskich miastach na pewno się do tego „cudu” przyczyniła.

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.