Witajcie w mojej dziupli.
Księgi leżą na półkach, zapach starego papieru i kurzu miesza się z poranną kawą, a w głowie... wciąż to samo pytanie: jak to naprawdę z nami było?
Nazywają mnie czasem starym bakałarzem. I słusznie – lata lecą, a tablica, kredowe pyły i młodzieńcze dyskusje o dziejach Polski uczyły mnie jednego: historia nie jest czarno-biała. Fakty, choć wydają się niewzruszone jak mury malborskiego zamku, potrafią zmieniać swoje barwy, wystarczy tylko spojrzeć na nie z innej perspektywy. Przez dziesięciolecia pracy w szkole widziałem dziesiątki podręczników, setki uczniowskich oczu wpatrzonych w daty wielkich bitew i słyszałem tysiące pytań, na które odpowiedzi rzadko bywają proste.
Przez lata karmieni byliśmy mitami o narodzie bez skazy, romantycznymi zarysami klęsk przekutych w moralne zwycięstwa i opowieściami o potędze od morza do morza. Ale czy nasza przeszłość to tylko spiżowe pomniki i akademie ku czci? Otóż nie. Historia to przede wszystkim żywi ludzie – z ich małostkowością, gigantycznym wyrachowaniem, genialnymi błyskami rozumu i polityczną ślepotą. To dzieje ludzi z krwi i kości, którzy tworzyli wielką politykę między kieliszkiem wina, a zimną kalkulacją racji stanu.
Na tym blogu nie znajdziecie bezkrytycznego uwielbienia ani taniego bicia w narodowe bębny. Nie będę też jednak czernił wszystkiego, co polskie, tylko po to, by dopasować się do modnych nut. Chcę Was zaprosić do wspólnej wędrówki po krętych ścieżkach naszych dziejów – od krzyżackich zamków, przez jagielloński rozmach, aż po pruskie intrygi i współczesne polskie zmagania z własną pamięcią.
Rozsiądźcie się wygodnie, zetrzyjcie kurz z dawnych wyobrażeń i spójrzmy na przeszłość na chłodno. Bo tylko szukając prawdy – choćby bywała niewygodna – możemy zrozumieć, dlaczego dzisiaj jesteśmy tu, gdzie jesteśmy.
Zapraszam!
Stach Łukasik