Koniec marzeń o Królewcu

Opublikowano w 28 lipca 2026 09:38

Do krytycznych ocen łaskawości Zygmunta Starego wobec siostrzeńca dodajmy jeszcze opinię krakowskiego historyka Michała Bobrzyńskiego, zapisaną w XIX wieku:

„Pokonanie Prus nie było dla Polski jedynie sprawą zemsty lub sprawą honoru. W chwili, gdy Jagiellonowie w Czechach i na Węgrzech zrzekli się swojej przewagi na rzecz Habsburgów i zezwolili na powstanie nowej austriackiej monarchii, z tą ważną chwilą musiała Polska myśleć o zdobyciu sobie brzegów Północnego Morza... Tak dla chwilowej korzyści i miłego spokoju podpisano hańbiący traktat, który niejako był przyznaniem, że już Polska żadnej wielkiej sprawy podjąć i poprowadzić nie zdoła”.

Pamiętając, że politykę tworzą ludzie z krwi i kości, a nie święci aniołowie, którzy widzą przyszłość, można inaczej ocenić decyzję króla Zygmunta i kanclerza wielkiego koronnego Krzysztofa Szydłowieckiego (nota bene agenta na usługach Habsburgów i na ich pensji), wielkiego orędownika okazania łaski Albrechtowi. Agentów na najwyższych szczeblach u nas nie brakowało. Brakowało w ubiegłych wiekach wielkiego lustratora, przeto panoszyła się agentura wśród najdostojniejszych, przez cesarza tytułami hrabiów i książąt wynagradzanych.

Oto pozbywamy się państwa krzyżackiego – śmiertelnego wroga Polski i Litwy, który od trzech wieków trzymał miecz nad Polską (wprawdzie pod Grunwaldem mocno wyszczerbiony, ale nie porzucony na złom, co pokazały następne wojny Jagiełły do 1422 roku, wreszcie wojna trzynastoletnia i wojny mistrza Albrechta). Pierwszym pomysłodawcą rozbioru Polski byli właśnie Krzyżacy do spółki z cesarzem Maksymilianem i Moskwą. W wyniku sekularyzacji zyskujemy świeckiego lennika, zobowiązanego do składania hołdu, pomocy wojskowej i zasiłków pieniężnych. Wprawdzie postanowiono, że tron książęcy będzie dziedziczny, a traktat krakowski dopuszczał do dziedziczenia potomków Albrechta i jego braci. W 1618 roku zmarł jedyny syn Albrechta, a jego bracia uprawnieni do dziedziczenia też zeszli z tego świata. W niecałe sto lat po hołdzie pruskim Królewiec mógł być miastem Rzeczypospolitej, a być może nigdy nie stałby się Kaliningradem.

Zamianę państwa krzyżackiego w Prusy Książęce nazywam cudem domu brandenburskiego (wszak Albrecht Hohenzollern był Brandenburczykiem), ale droga, jaką Prusy Książęce – lenno Polski – decyzją polskich królów i polskiego sejmu stały się kolebką Królestwa Pruskiego, to był wytrwały niemiecki marsz, a nie żaden cud. Nie było w tym ingerencji sił nadprzyrodzonych, a jedynie konsekwentna realizacja brandenburskiej racji stanu przy wykorzystaniu każdej okazji, czyli sytuacji, gdy Polska była w potrzebie.

Pierwszą okazję dał Zygmunt August w 1563 roku. Zgodnie z metodą typową dla Jagiellonów, której istotą był przesadny rozmach i brak troski o wykańczanie szczegółów (robota efektowna: stukanie oszczepem przez prapradziadka Olgierda w bramy Kremla, Witold wjeżdżający koniem do Morza Czarnego czy wreszcie trony Polski, Czech i Węgier), lecz bardzo mało solidna. Otóż sekularyzacja zakonu pruskiego nie dotyczyła całego Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego – on istnieje nadal, a wielki mistrz nie tak dawno składał wizytę w Malborku. Istniał też nadal niemiecki Zakon Kawalerów Mieczowych w Inflantach. Mistrz tegoż zakonu, naciskany przez Szwecję, Danię i Moskwę, śladem Albrechta przeprowadził sekularyzację zakonu rycerskiego i złożył hołd królowi polskiemu. Skutkiem były wieloletnie wojny z Moskwą, starającą się o dostęp do Bałtyku. Zygmunt August liczył na pomoc Albrechta i za przychylność zapłacił zgodą na dziedziczenie Prus Książęcych przez elektorską linię Hohenzollernów, wbrew traktatowi krakowskiemu z 1525 roku.

Następnym dobrodziejem Hohenzollernów okazał się Stefan Batory. Mając kłopoty z Gdańskiem – otwieraną wojnę, której wygrać nie mógł, bo bogatych gdańszczan stać było na zaciężną armię, na jaką nie mógł pozwolić sobie król Polski, uzależniony od sejmu i jego zgody na podatki, a na wschodzie Iwan IV ruszył z ogromnym wojskiem na Inflanty, zagrażając Litwie (do tego, jak zwykle w Polsce owych czasów, pusty skarb) – zgodził się na pewne ustępstwa. 200 tysięcy zapłacił Gdańsk za pokój, a za drugie 200 tysięcy guldenów król zgodził się na objęcie kuratelą przez Hohenzollernów brandenburskich umysłowo chorego syna Albrechta, dziedzica Prus Książęcych.

Gdy po śmierci Batorego królem wybrano królewicza szwedzkiego Zygmunta Wazę – Szweda, ale po kądzieli Jagiellona – znowu w polityce Rzeczypospolitej zaczęła obowiązywać jagiellońska metoda, czyli rozmach bez oglądania się na konsekwencje. Owoce tej polityki zbierają następne pokolenia. Za dalekosiężną politykę „sługi doktryn na polskim tronie”, jak zwano Zygmunta III, też następne pokolenia płaciły srogie rachunki. Wychowanek jezuitów, pełnoprawny dziedzic szwedzkiego tronu, zdetronizowany wszakże przez własnego stryja i luterańskich poddanych, oparłszy się na katolickiej Polsce, utraconą koronę chciał odzyskać i szwedzki protestantyzm siłą obalić. Polska jako twierdza katolicyzmu miała również pomóc Habsburgom w zgnieceniu protestantyzmu w Czechach, na Węgrzech i w Rzeszy Niemieckiej, a mieszając się w sprawy wewnętrzne Moskwy (dymitriady), miała i tam katolicyzmy zaszczepić.

Dla pokrycia braków w skarbie w 1611 roku król przedterminowo przekazał lenno pruskie Janowi Zygmuntowi z elektorskiej linii Hohenzollernów, wbrew postanowieniom traktatu krakowskiego z 1525 roku. W ten oto sposób Pomorze Gdańskie stało się „korytarzem gdańskim” rozdzielającym posiadłości Brandenburgii. Teraz pozostało już tylko czekać okazji i uniezależnić Prusy Książęce od Polski. Okazja taka nadeszła w 1657 roku i Hohenzollernowie jej nie przegapili.

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.