Królestwo w Prusach

Opublikowano w 28 lipca 2026 09:37

Brandenburczycy doskonale znali zasady ustrojowe monarchii Jagiellonów – od unii lubelskiej po Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Domagali się, aby wszelkie decyzje polskich królów dotyczące kurateli nad księciem pruskim, przekazania lenna linii elektorskiej czy przedterminowego przekazania lenna (wbrew postanowieniom traktatu krakowskiego z 1525 roku) uzyskały potwierdzenie uchwalone przez polski parlament. Tak to funkcjonowało – począwszy od aktu nadania Ziemi Chełmińskiej przez Konrada Mazowieckiego (z potwierdzeniem papieskim), aż po zgodę sejmu polskiego na pierwszy i drugi rozbiór Polski. Dzięki temu nie obawiali się żadnych rewizji nadzwyczajnych ani rachunków wystawianych przez ministrów sprawiedliwości IV RP.

Zygmunt Waza, dziedzic korony szwedzkiej, po wyborze na króla Polski zdetronizowany przez swojego stryja, uparcie tytułował się „dziedzicznym królom Szwedów, Gotów i Wenedów”, a w 1600 roku – trzynaście lat po elekcji – ochoczo zrealizował jeden z punktów pacta conventa, dotyczący przyłączenia do Polski Estonii, będącej wówczas pod panowaniem szwedzkim. Decyzja ta w relacjach Polski i Szwecji, rywalizujących o Inflanty, okazała się iskrą rzuconą na beczkę prochu. Rozpoczęły się wojny polsko-szwedzkie, trwające z przerwami 60 lat.

Najazd Szwedów na Polskę w 1655 roku, zwany u nas „potopem szwedzkim”, znakomicie wykorzystał książę elektor brandenburski. Klęski ponoszone przez ówczesnego króla, Jana Kazimierza, uznał za okazję do uniezależnienia się od polskiej zwierzchności. Ponieważ suweren, któremu złożył hołd lenny w 1640 roku, nie zapewnił Prusom stosownej opieki i obrony przed Szwedami, elektor uznał się lennikiem króla Szwecji. Oczywiście nie za darmo – zapłatą miała być Wielkopolska włączona do posiadłości Hohenzollernów. W grudniu 1656 roku w Radnot na Węgrzech zawarto pierwszy traktat dzielący Polskę między Siedmiogród Rakoczego, Ukrainę Chmielnickiego, Szwecję, Brandenburgię i Bogusława Radziwiłła, który do swoich włości chciał włączyć województwo nowogrodzkie.

Traktat okazał się chimerą, ponieważ wkrótce Rakoczego rozgromili Lubomirski z Czarnieckim, Chmielnickiego zaszachował chan krymski Mehmed Girej, zaś na północy przeciw Szwecji wystąpiła Dania. Gdy grunt zaczął się palić pod stopami Karola Gustawa, tu błysnął geniusz elektora brandenburskiego i władcy Prus Książęcych w jednej osobie. Fryderyk Wilhelm zaczął rzetelnie zarabiać na miano Wielkiego Elektora. Łaskawie zaproponował Janowi Kazimierzowi, że odstąpi od sojuszu ze Szwedem; w zamian żądał tylko zwolnienia Prus Książęcych spod zwierzchności i opieki naszych królów. 19 września 1657 roku w Welawie taki traktat podpisano, potwierdzono w Bydgoszczy, a ostateczne zatwierdzenie uzyskał elektor na kończącym wojny szwedzkie pokoju w Oliwie. Wszystko musiało odbyć się legalnie i za zgodą polskiego sejmu.

Wcześniej, na pokoju westfalskim (1648) kończącym wojnę trzydziestoletnią, Brandenburgia zyskała tzw. Pomorze Tylne (Słupsk, Koszalin, Kołobrzeg, Stargard). „Pomorze polskie stało się korytarzem, w niewygodny sposób rozdzielającym apartamenty możnego pana. Fryderyk Wilhelm dziedzicznie władał zarówno Berlinem, jak Kwidzyniem i Królewcem. Dążenie do zniesienia przegrody stanowić musiało naturalny program polityczny jego następców” – pisał Paweł Jasienica.

Podczas sześćdziesięcioletnich wojen ze Szwecją Polska poniosła ogromne straty materialne. Zwiedzający ruiny polskich zamków obronnych często spotykają metryczkę: „zniszczony podczas potopu”. Część szwedzkich zdobyczy wojennych mogliśmy odzyskać z mułów wiślanych podczas suszy przed kilku laty. Najcięższe koszty najazdu szwedzkiego ponieśliśmy jednak, tracąc na zawsze Prusy Książęce. Zastrzeżenie, że w razie wygaśnięcia Hohenzollernów Prusy weźmie Polska, było osładzającą klęskę formalnością, bo potomkowie dynastii żyją do dzisiaj. Prusy Książęce wprawdzie wróciły do Polski, ale nie dzięki mądrości podpisujących tamte traktaty, lecz w 1945 roku – i to dzięki Stalinowi.

Wykorzystując wojnę Rosji ze Szwecją (1701–1721), elektor brandenburski postawił kropkę nad „i”, koronując się w Królewcu na „króla w Prusach”.

Obserwując poczynania polityczne Hohenzollernów – począwszy od hołdu pruskiego – nie trzeba wielkiej wyobraźni, by przewidzieć, że ten korytarz będą chcieli zabudować. Czekali ponad 120 lat i, jak zwykle, Niemiec doczekał. My też – tyle że rozbiorów, a inicjatorami byli Hohenzollernowie, dawni wasale królów Polski.

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.