Polska nierządem stoi. Możemy sobie zmieniać politykę historyczną, dąć w dudy i inne fanfary narodowe, ale powodów do dumy z poczynań naszych przodków – kierowników nawy państwowej czasów saskich – trudno będzie znaleźć. Aczkolwiek niewykluczone, że jeśli pisanie historii na nowo podepnie się pod program „dobrej zmiany”, to i Augusta II Sasa ogłosimy bohaterem narodowym, a może nawet zwiększymy liczbę władców z tytułem Wielki. Uzasadnienie? Proszę bardzo: odzyskał Kamieniec Podolski, czego nie zdołał dokonać nawet Jan III, bijąc Turków pod Wiedniem.
Naród ma władzę, na jaką zasłużył – tak teraz, jak i w XVIII wieku. Wszak w najlepszym ustroju na świecie, w którym cały naród (czytaj: szlachta) miał prawo wybierać króla, w ostatnich dwóch, niby wolnych elekcjach dwukrotnie wybrano Sasa, dodajmy – z dużym wsparciem rosyjskich bagnetów. Podczas wojny siedmioletniej Polska spadła do roli „karczmy zajezdnej”, w której przez sześć lat kwaterowały na przemian wojska pruskie i rosyjskie, oczywiście na koszt gospodarza. Na domiar złego Prusacy zalewali nasze tereny ogromną ilością fałszywej monety, wykorzystując zdobyte w saskim Dreźnie oryginalne polskie matryce. „Nieprzebita ciemnota ogarnęła umysły” – żeby ponownie przywołać Michała Bobrzyńskiego – a na skutki nie trzeba było długo czekać.
Rzut oka na mapę środkowej Europy z II połowy XVIII wieku i mamy wyjaśniony kierunek polityki królów pruskich. Linia prosta przeprowadzona między Pszczyną a Suwałkami jest linią pruskiej polityki realizowaną z niemiecką konsekwencją od początków państwa krzyżackiego. Celem pierwszym był Gdańsk wraz z Pomorzem Gdańskim, straconym przez Krzyżaków w wyniku wojny trzynastoletniej (1466). Po trzystu latach przyszedł wreszcie czas na odzyskanie strat wraz z zadośćuczynieniem. Należało tylko znaleźć sposobność i odpowiedni układ międzynarodowy, ponieważ Rosja i Austria zazdrosnym okiem patrzyły na wzrost potęgi niedawnego przeciwnika. Śmiertelnych wrogów z czasów wojny siedmioletniej w sojuszników przemienić – oto mistrzostwo Fryderyka II!
Od 1764 roku Prusy były w sojuszu z Rosją, tworząc tzw. „koncert północny”, zabezpieczający Prusaków przed Austrią. Obie strony zainteresowane były utrzymywaniem Polski w „letargu”. Prusy od zawsze były najczulszym opiekunem sarmackiej anarchii, żywiąc nadzieję, że ten stan rzeczy doprowadzi z czasem do rozkładu państwa, a w konsekwencji do upragnionych przez Prusaków zmian terytorialnych. W swoim testamencie politycznym z 1753 roku Fryderyk II zalecał swoim następcom „zjeść pokojowo Prusy Królewskie (korytarz gdański) jak karczoch, listek po listku”. Będąc w sojuszu z Rosją, odkładał swoje zaborcze plany – wszak caryca Katarzyna była gwarantką całości Rzeczypospolitej. Godził się na podporządkowanie całej Rzeczypospolitej wpływom rosyjskim, na powołanie Stanisława Poniatowskiego na króla (wszak to nie była wolna elekcja, a nominacja jak za czasów PRL) oraz na gwarancję praw kardynalnych przez Katarzynę II. Czekał – i jak zwykle Prusak doczekał.
Filozof na pruskim tronie i przyjaciółka Woltera oraz Diderota na tronie carów zażądali od polskiego sejmu przywrócenia pełni praw politycznych w Polsce dla dysydentów: protestantów i prawosławnych, uzyskując tym poklask całej oświeconej Europy. Był to zabójczy cios wymierzony w króla i postępowe stronnictwo Czartoryskich, zmierzające do reform ustrojowych, prowadzących do uporządkowania spraw wojskowych, skarbowych i ograniczenia zgubnego dla państwa liberum veto. Zgodzić się na żądania protektorki carycy Katarzyny i pielęgnującego polską anarchię Fryderyka II dotyczące dysydentów było równoznaczne z narażeniem się na potępienie przez rzeszę panów braci, fanatycznych katolików, wychowanków kolegiów jezuickich. Odrzucenie zyskiwało Rzeczypospolitej Obojga Narodów miano Ciemnogrodu. Tak zaczynały się w naszych dziejach spełniać prześladujące nas przez wieki reguły greckiej tragedii: cokolwiek zrobisz, źle zrobisz.
Zapewne nie przykładali tej miary konfederaci barscy, rozpoczynając wojnę przeciwko królowi i Rosji w obronie wiary katolickiej i wolności. Zbrojną ruchawkę w Polsce i nieudaną próbę zamachu na króla wykorzystali sąsiedzi. Dla uchronienia się przed zarazą postanowili utworzyć kordon sanitarny, a przy okazji zagarnęli kawałki Rzeczypospolitej: Prusy – na Pomorzu, a Austria – na Spiszu, Podhalu i Nowym Sączu. Caryca Katarzyna zazdrośnie pilnowała integralności Rzeczypospolitej – wszak od czasów Piotra I to Rosja decydowała o jej ustroju (prawa kardynalne), z wyznaczaniem króla włącznie. Uwikłana w wojnę z Turcją, uległa naciskom Fryderyka i zgodziła się na zapłatę sojusznikom terytorium Rzeczypospolitej. Konwencją petersburską z sierpnia 1772 roku rozpoczął się I rozbiór Polski. Zabrać kawałki państwa to jeszcze mało – ten rozbój powinien zatwierdzić polski sejm, co na żądanie zainteresowanych stało się w 1773 roku.
Tracąc część swojego protektoratu, do rozbiorów włączyła się również Rosja. Tak oto Prusy odzyskały posiadłości Krzyżaków, aczkolwiek bez Gdańska i Torunia, bo na takie wzbogacenie Prus nie pozwolili wspólnicy – więc Prusak nadal czekał.
Dodaj komentarz
Komentarze