Nie dali nam Gdańska i Torunia, tacy sojusznicy? Na włączenie tych miast do Królestwa Pruskiego podczas I rozbioru nie pozwolili zazdrośni sprzymierzeńcy, wspólnicy w rabowaniu ziem polskich, czyli Rosja i Austria. Poszukamy innej drogi! Nie rwali się pod pruskie berło również mieszkańcy tych miast, aczkolwiek w większości byli oni pochodzenia niemieckiego i posługiwali się tym językiem.
Przypomnijmy: po Grunwaldzie większość krzyżackich miast poddała się Jagiellończykowi. Podczas wojny trzynastoletniej (1454–1466) to właśnie Gdańsk, Toruń i Elbląg finansowały wojska Kazimierza Jagiellończyka. Gdańsk bogacił się przez wieki na handlu polskim zbożem – trzeba było zacisnąć bogatym mieszczanom pasa, nakładając 12% cło na towary spławiane Wisłą. Będą pokorniejsi i łatwiej pogodzą się z pruskimi porządkami.
Następca Fryderyka II, jego bratanek Fryderyk Wilhelm II, dokładnie realizował politykę poprzednika w sprawie Polski. Wykorzystując kłopoty Rosji uwikłanej w wojnę z Turcją na południu i Szwecją na północy, zaproponował Rzeczypospolitej sojusz obronny, zawarty 29 marca 1790 roku. Zaiste przedziwny kroił się układ zwany „Potrójną Koalicją”, z udziałem Prus, Wielkiej Brytanii i Holandii, a w swojej orbicie miał również państwa wojujące w owym czasie z Rosją, czyli Szwecję i Turcję.
Groźnie to wyglądało dla dworów cesarskich. Rosji prowadzącej wojny na dwóch frontach szykował się trzeci, a nieudolnie wojującej z Turkami na Bałkanach Austrii groziło mocne uderzenie z północy. O sile armii pruskiej Austriacy przekonali się podczas wojen śląskich i wojny o sukcesję bawarską. Już wojska pruskie prowadziły koncentrację nad granicą z Austrią, a flota brytyjska przygotowywała się do zbrojnej demonstracji na Bałtyku i blokady bazy rosyjskiej Floty Bałtyckiej w Kronsztadzie.
Jaki interes chciały ubić Prusy? Otóż plan zakładał wyciąganie kasztanów z ognia rękami zarówno sojuszników, jak i przeciwników. Szantaż brytyjski miał zmusić Rosję do rezygnacji z aneksji terenów tureckich w zamian za to, że Turcy za pruską namową dobrowolnie oddadzą Austrii pewne obszary na Bałkanach. Ta z kolei odda Polsce zabraną w pierwszym rozbiorze Galicję, a wdzięczna Rzeczypospolita odda Prusom resztę posiadłości krzyżackich, czyli Gdańsk i Toruń. Za fatygę dołoży jeszcze kilka powiatów wielkopolskich. Czyli z zawieruchy wojennej wszyscy wychodzą z pustymi rękami, a korzyści odnosi rozdający karty.
Groźby brytyjskie spaliły na panewce, co jest niewątpliwą zasługą Siemiona Woroncowa, ówczesnego ambasadora rosyjskiego w Londynie – mistrza dyplomacji, ale i niezwykle skutecznego łapówkarza (dzisiaj powiedzielibyśmy: lobbysty), który pieniędzmi urobił opinię publiczną, finansował kilka wydawnictw, przekupił nie tylko szefa partii opozycyjnej, ale również ministrów w rządzie premiera Pitta Młodszego, i blokady Kronsztadu nie było.
W Austrii nastąpiła zmiana na tronie. Leopold II wycofał się z wojny, rezygnując z nabytków na Bałkanach, podpisał w lipcu 1790 roku konwencję w Reichenbach (Dzierżoniów) i zatrzymał Galicję – fant w pruskiej polityce zamian. Chcąc nie chcąc, to właśnie Prusy swoim szantażem wyrządziły przysługę Turcji i wyszły z całego kryzysu z pustymi rękami.
No, niezupełnie. Jest jeszcze Rzeczypospolita – osiemnastowieczna karczma zajezdna, z której kredytu można czerpać. Odrzucone zabiegi Stanisława Poniatowskiego w 1787 roku o sojusz z Rosją szykującą się do wojny z Turcją („bili bisurmana, kto w Boga wierzy” – zawszeć to u naszych panów braci hasło chwytliwe) popchnęły stronnictwo patriotyczne z Ignacym Potockim w objęcia Prusaków, a ci oddali Polsce iście niedźwiedzią przysługę. (Twórcą Marchii Brandenburskiej w XII wieku był, nomen omen, Albrecht Niedźwiedź). Za sojusz kazali sobie zapłacić – wiadomo – Gdańskiem i Toruniem. Austria, czasowo wyeliminowana, a Rosja zajęta wojnami, nie zdecydują się na otwarty konflikt, a Polska, zrzuciwszy jarzmo carskiego protektoratu, odzyskuje suwerenność, mając prawo decydować o swoim terytorium.
Już był w ogródku, już... Aż tu nagle zimny prysznic, bo oto klienci Szczęsnego Potockiego we wrześniu przeprowadzili uchwałę Sejmu: „...Na żadnym sejmie nie będzie się godziło żadnej części zamienić, ani tym bardziej od ciała Rzeczypospolitej odrywać...”. Tak oto sojusz z Prusami, który dodawał animuszu reformatorom Sejmu Czteroletniego, zachęcał do reform uzdrawiających ustrój państwa, stał się martwą literą.
Rosja, zajęta swoimi sprawami, niezbyt ostro protestowała przeciwko wyłamywaniu się Polski spod carskiej kurateli, zmieniającej prawa kardynalne, których gwarantką była caryca. „Straszną chwilę zemsty carowej spotka Rzeczpospolitą już po wojnie tureckiej, zdaną na własne siły” – pisał Władysław Konopczyński. O polskich grzechach głównych, które tę zemstę umożliwiły, w następnych numerach będzie gawędził stary bakałarz.
Dodaj komentarz
Komentarze