Kasjer Europy

Opublikowano w 28 lipca 2026 13:00

O tym, że Polska stanowiła przedmurze Europy, słyszał każdy uczeń w szkole od czasów Komisji Edukacji Narodowej. Zazielenieją się stepy, przyjdą Tatarzy, zagarną jasyr, zrabują, co tylko się da, a resztę puszczą z dymem. Jeżeli braniec był bogaty, mógł liczyć na wykup; jeżeli był chłopem, kończył na tureckich albo arabskich galerach. Przez ponad 200 lat mocarstwowa Rzeczpospolita, sięgająca od Bałtyku po Morze Czarne, nie mogła sobie poradzić z państwem chanów liczącym około 250 tys. mieszkańców, które żyło z rabunków i jasyru. Przez lata płaciła haracz nazywany „upominkiem” — a było tego po kilkaset tysięcy złotych rocznie. Płaciła też niedolą swoich poddanych różnych stanów, a najwięcej mieszczan i chłopów, aczkolwiek w jasyr trafiali również szlachcice. Rzeczpospolita pełniła zaszczytną funkcję przedmurza chrześcijaństwa, płacąc gotówką i w naturze. Sąsiedztwa Tatarów doświadczała również Rosja i narody kaukaskie.

Wreszcie porządek z Ordą zrobiła Katarzyna II — jak w dowcipie o partyzantach, Niemcach i gajowym. Po wygranej wojnie z Turcją w roku 1783 zaanektowała Krym, a dziesięć lat później polską Ukrainę. Od tej pory Tatarzy nie mieli już na kogo napadać, ani Polska komu płacić upominków. Krym wchodził w skład Imperium Rosyjskiego do 1954 roku, kiedy to Nikita Siergiejewicz Chruszczow, ówczesny gensek ZSRR, dla uczczenia 300. rocznicy przyłączenia Ukrainy do Rosji po powstaniu Chmielnickiego, podarował Krym Ukrainie. Był to gest czysto propagandowy — nikt przecież nie myślał o suwerennej Ukrainie, wszak wszyscy śpiewali o niezłomności Związku Sowieckiego.

W wieku XVIII Polska nie prowadziła wojen, ale nadal płaciła. Teoria polityczna o „Polsce nierządem stojącej” doprowadziła kraj do gospodarczej ruiny, podczas gdy walczące państwa traktowały nasze terytorium jak karczmę zajezdną, korzystając z pełnych usług na koszt gospodarza, a Prusak zalewał nasze państwo fałszywą monetą.

Upadek gospodarczy pociągnął za sobą upadek polityczny Rzeczypospolitej „od morza do morza”. Przyszedł więc czas, że każdy sąsiad zaczął kroić jej terytorium i mógł bezkarnie brać  "skolko godno" bez żadnej obrony ze strony Rzeczypospolitej — co więcej, polski sejm te rabunki zatwierdzał. Jedyne ograniczenia stawiali sobie sami wspólnicy, targując się o udział w łupach.

Polska płaciła również rachunki za rewolucję francuską. Rozprawa Rosji z Konstytucją 3 Maja przy pomocy Targowiczan i obawa Prus, że ta pierwsza obłowi się polskim łupem, była bardziej przekonywającym argumentem zatrzymującym armię pruską w drodze do Paryża w 1792 roku niż kilka salw armatnich pod Valmy. Prusy wycofały się z wojny, trójkolorowi mogli odetchnąć, a terrorem jakobinów zmobilizować Francuzów do skutecznej obrony i realizacji zasady mówiącej, że najlepszą obroną jest atak.

W wojnie z I koalicją Francja otrzymała niespodziewaną, nieoficjalną, ale bardzo skuteczną pomoc. Prusy i Austria, główne filary koalicji, wiosną 1794 roku tracą zainteresowanie Paryżem, losem Kościoła i arystokracji francuskiej — a wszystko za sprawą Tadeusza Kościuszki, który 24 marca 1794 roku na krakowskim rynku, składając przysięgę narodowi, rozpoczął powstanie przeciwko Rosji okupującej resztkę Polski pozostałej po II rozbiorze.

Powstanie wyraźnie skierowane było przeciwko Rosji, ale insurekcja w Warszawie i Wilnie oraz ukaranie śmiercią dwóch biskupów i kilku magnatów-zdrajców były dla państw ościennych potwierdzeniem wersji o jakobińskim charakterze polskiego zrywu. I po co mieli Prusacy szukać jakobinów w Paryżu, gdzie wynik wojny był mocno niepewny, skoro pod ręką mieli polskich? Przy pomocy rosyjskiej mogli znowu liczyć na wspólny dokument zaczynający się od słów: „W imię Najświętszej i Niepodzielnej Trójcy Świętej...”, a dalej wymienienie ziem, które im przypadną w uznaniu zasług w zwalczaniu „francuskiej zarazy” na ziemiach polskich — a tu zasługi Prus były znaczne.

Po pierwszym zwycięstwie Kościuszki nad Rosjanami pod Racławicami przyszła klęska powstańców pod Szczekocinami, ale już ze znacznym udziałem armii pruskiej wycofanej z Francji. Tym razem do gry o polskie ziemie włączyła się Austria, pominięta w drugim rozbiorze na własne życzenie (liczyła bowiem na aneksję bliższej jej Bawarii niż Lubelszczyzny, a wyszła w tej grze na „dziadków ogródek”, jak powiadali w Galicji). Tym razem cesarz stawił się punktualnie i wolał mieć polskiego wróbla w garści niż niepewnego bawarskiego gołąbka.

I tak oto ostatecznie „W imię Najświętszej i Niepodzielnej...” zamknęło się wieko nad trumną Rzeczypospolitej — przedmurza chrześcijaństwa i bankiera Europy, która „ostatnią koszulą” płaciła wcale nie ostatni rachunek.


Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.