Gawędy - wstęp

Opublikowano w 28 lipca 2026 09:48

Polacy powinni żyć na poziomie Niemców – to hasło i myśl przewodnia prominentnych polityków PiS w kampanii wyborczej. Jestem za, a nawet... Każdy polski gimnazjalista (jeżeli nie przysypiał na lekcjach historii) powinien znać dwa wydarzenia w historii Niemiec określone mianem cudu. Pierwszy to „cud domu Brandenburskiego” z 1762 roku podczas wojny siedmioletniej, gdy deptane Prusy doczekały śmierci carycy Elżbiety i wstąpienia na tron carski Piotra III – wielbiciela Fryderyka II – oraz odwrócenia przymierzy. Rosja z najgroźniejszego przeciwnika stała się z dnia na dzień sojusznikiem Prus. Drugi to „cud nad Renem”, czyli odbudowa zachodnich Niemiec po II wojnie, przypisywana L. Erhardowi i K. Adenauerowi.

W jaki sposób Polacy ten poziom osiągną, tego już nie wyjaśniają – chyba że za dobrą monetę przyjąć i zacząć wliczać do polskiego budżetu biliony z reparacji wojennych, wyliczone przez posła Mularczyka, i liczyć na cud. Jak tu nie głosować na partię wizjonerów i racjonalistów zarazem? Wszak cuda w kraju nad Wisłą zdarzały się, począwszy od św. Wojciecha, św. Stanisława, obrony Jasnej Góry przed Szwedami, cudu nad Wisłą w 1920 roku, cudów nad urnami w czasach referendum 1946 roku i wyborów do Sejmu w 1947 roku, po sukcesy PSL w ostatnich wyborach samorządowych i partii sprawiedliwych 25 października 2015 roku.

Jeżeli wierzymy w skłonność sił nadprzyrodzonych do ingerowania w sprawy polskie, to ten program jest realny i po czterech latach „rządów sprawiedliwych i prawych” to Niemcy będą do nas przyjeżdżać na saksy. W następnych wyborach dam im kreskę, bo pewnie celem będzie „Polska – drugą Ameryką”, a kto wie... – bo Budapeszt będziemy mieli już za tej kadencji. Z drugą Japonią jakoś nie wyszło. Prognostyk jest dobry, bo już zalecają śpiewać: „Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie”, a nie: „Racz nam wrócić, Panie”, jak to było w latach 2008–2015. Od niepodległości do dobrobytu już tylko jeden krok, byle tylko dokładnie wsłuchiwać się w werbel pana prezesa.

Nie o polskich, a o niemieckich cudach pisać zamierzam, aczkolwiek samo określenie „cud niemiecki” podejrzanie pachnie, boć to heretycy, „lutry zatracone”, i aż dziw, że Opatrzność im sprzyja. Pewnie sami w te cuda nie bardzo wierzą. Postaram się jednak znaleźć więcej „cudów” w dziejach Niemiec, a szczególnie w stosunkach polsko-niemieckich.

Pozostawiam ocenie Czytelnika określenie przyczyn niemieckich sukcesów. Cud to czy ciężka, uporczywa, dobrze zorganizowana praca i konsekwentna polityka realizująca niemiecką rację stanu – jednym słowem niemiecki Ordnung? My chętnie karmimy się mitami: Polski od morza do morza, mirażami wschodnimi, przedmurzem chrześcijaństwa. Pewnie taka retoryka jest do przyjęcia podczas akademii „z okazji i ku czci”, ale po akademii wraca się do codzienności i na tym powrocie powinno nam zależeć. Akademia nie może trwać 365 dni w roku, a zdaje mi się, że to chcą nam zafundować, przywracając marzenia o Polsce silnej, Polsce dla Polaków, wiodącej prym w Grupie Wyszehradzkiej, z unią litewską w tle, a po uwolnieniu Ukrainy od Wielkorusów – również od morza do morza, a nawet z Krymem.

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.